Ta podróż była spełnieniem jednego z moich największych marzeń. Każde z tych miast jest zupełnie inne, ale właśnie dzięki temu razem tworzą idealną trasę po zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. To podróż pełna kontrastów – od plaż Kalifornii, przez neonowe ulice Las Vegas, aż po wzgórza i kultowe mosty San Francisco.
Los Angeles wyobrażałam sobie dokładnie tak, jak w amerykańskich filmach – i ani trochę się nie zawiodłam. Spacer Aleją Gwiazd, widok na napis Hollywood, zachód słońca na Santa Monica Pier i klimat Venice Beach to miejsca, które po prostu trzeba zobaczyć. Największą frajdę sprawiało mi jednak odkrywanie różnych dzielnic, bo każda ma zupełnie inny charakter. To miasto nie zachwyca zabytkami – zachwyca stylem życia, luzem i niepowtarzalną atmosferą Kalifornii.
Las Vegas to miejsce, którego nie da się porównać z żadnym innym. Wszystko jest tutaj większe, bardziej kolorowe i bardziej spektakularne. Spacer po słynnym Stripie wieczorem robi ogromne wrażenie – każdy hotel wygląda jak osobna atrakcja. Fontanny Bellagio, replika Wieży Eiffla, gondole w Venetian czy nowoczesna Sphere sprawiają, że ma się wrażenie, jakby odwiedzało się kilka krajów jednego dnia. To miasto zdecydowanie warto zobaczyć choć raz w życiu, a najlepiej połączyć je z wycieczką do Wielkiego Kanionu.